Podobnie jak poprzednio – tak i tym razem – Stowarzyszenie postanowiło napisać sprawozdanie z Walnego Zgromadzenia Członków (WZCz). Niektórym z Państwa może ono wydawać się subiektywne, zapewniamy jednak, że zawsze, także w tym sprawozdaniu staraliśmy się oceniać wszystkie sytuacje w pełni obiektywnie.
Sporo czasu spędziliśmy na przygotowaniach do WZCz. Zapoznaliśmy się z projektami uchwał, opracowaliśmy naszą propozycję głosowań, wyjaśniliśmy – miejmy nadzieję – dość czytelnie – dlaczego proponujemy taki, a nie inny sposób głosowania poszczególnych uchwał. Ułatwiliśmy potencjalnym uczestnikom Walnego zapoznanie się z materiałami (bo Spółdzielnia mało czytelnie, czy wręcz błędnie, je opisała). Utworzyliśmy profil na Facebooku, który miał za zadanie utrzymać kontakt z młodszą częścią naszych spółdzielców oraz przypominać o terminie zgromadzeń tym co bardziej zapominalskim 🙂
Wykonaliśmy sporo żmudnej i … chyba niespecjalnie komukolwiek potrzebnej pracy, bowiem frekwencja na Walnym nas – mówiąc po ludzku – zawiodła. Jedynie na “Zachodzie” mieszkańców było na tyle dużo, że zabrakło raptem 2-3 głosów, aby mieć przewagę nad “pro-zarządowcami”. Niewiele gorzej było na Północy, ale tam już zabrakło kilkunastu głosów. W pozostałych częściach albo mieszkańcom żyje się dobrze i są zadowoleni z zarządcy, albo już utracili nadzieję, że jakiekolwiek zmiany kiedykolwiek nadejdą, bowiem liczba zwykłych mieszkańców była znikoma.
Pojawiło się jednak – zwłaszcza na Zachodzie i Północy – całkiem sporo nowych osób (bez których frekwencja wyglądałaby jeszcze gorzej) co być może jest zapowiedzią, że na Walne zaczną przychodzić – w miejsce tych, którzy się już poddali – nowi i jeszcze bardziej zdeterminowani spółdzielcy. Jeśli ten trend się potwierdzi, to znaczy że warto pracować dalej dla dobra nas wszystkich.
Zarząd przekonany o tym, że tym razem pójdzie mu lepiej niż rok temu (już ze wstępnego przeliczenia frekwencji przy stolikach wiadome było, że jest dla nich bezpieczna przewaga) nawet niespecjalnie “wydziwiał”. Wyjątek był na “Zachodzie” gdzie pani v-ce prezes przy liczeniu mandatów podczas kilku głosowań – widząc, że do liczenia przymierzają się nie tylko pracownice działu organizacyjnego, ale również zwykli mieszkańcy, wyskoczyła zza swojego stanowiska niczym z katapulty 😉 i zaczęła liczyć razem z nimi. Co więcej – nawet dopuszczono (po protestach z sali) do ponownego przeliczenia głosów w jednym głosowaniu na co łaskawym skinieniem głowy wyraziła zgodę główna księgowa 🙂
Nie zgodzono się co prawda na skrócenie przemówień Zarządu, głównej księgowej, Rady Nadzorczej, itp., a nie mając przewagi nie zgłaszaliśmy nawet o to wniosku formalnego (o czym wspominaliśmy już przed Walnym). Być może z racji opuszczania sali przez mieszkańców na znak protestu – te wszystkie przemówienia nie trwały jednak dłużej niż 40 minut. Zapewne dla Zarządu i innych prelegentów żadna to atrakcja czytać “laurki” jedynie swoim pracownikom, którzy z równym zapałem słuchaliby nawet, gdyby była czytana instrukcja obsługi kosiarki 🙂
Z tekstami przemówień mogli się Państwo zapoznać poprzez stronę Spółdzielni. Nie będziemy więc ich omawiać – można to uprościć do formułki “jesteśmy świetni, najlepsi, gdyby nie my to byłoby fatalnie, wręcz spalona ziemia, a mieszkańcy niczym dzieci we mgle błądziliby w nieznane”. Sprawozdanie Zarządu, to wręcz książkowy przykład tego jak sprawozdania nie pisać. Używając formułki szkolnej, można by je określić “pracą nie na temat”.
Zgodnie z przewidywaniami, Zarząd bardzo konsekwentnie ograniczał możliwość wypowiedzi do mikrofonu mieszkańców przed głosowaniami spychając to na czas bezpieczny, czyli do “wolnych wniosków”. Przy samych głosowaniach nie było specjalnie kontrowersji – uczestnicy Walnego już od kilku lat dzielą się na pro-zarządowców (głównie pracownicy, ich rodziny i przyjaciele) oraz pozostałych Spółdzielców – tzw. zwykłych mieszkańców. Wyjątkiem było głosowanie w sprawie oznaczenia najwyższej sumy zobowiązań – tutaj głosowaliśmy zgodnie z “pro-zarządowcami”.
Walne zakończyło się tradycyjnie wolnymi wnioskami. Ludzie się “produkowali” a Zarząd i pracownicy swoje, czyli tradycyjne karteczki z wnioskami, co zrobić, aby żyło się nam lepiej. Efekt widzimy na naszych osiedlach więc nie ma sensu rozwodzić się nad tym, co dzieje się z naszymi wnioskami po zakończeniu Walnego. Mówiąc krótko, wnioski te po prostu nie są realizowane, mimo, że większość z nich jest zasadna.
Kilka osób ze Stowarzyszenia zabrało głos podczas wolnych wniosków. Naturalnie pytania należało zadać w 2 minuty, a na odpowiedź wybrany pracownik czy członek Zarządu miał ile tylko chciał. Ciekawostka, którą można obserwować już od lat – odpowiada się nam tylko na te pytania, które pasują do wykreowanego przez Zarząd, pozytywnego obrazu ZSM jako „dobrego gospodarza” naszych osiedli, dbającego o jak najlepsze wydatkowanie naszych pieniędzy. Reszta zbywana jest milczeniem, albo w najlepszym wypadku – “zaproszeniem na Ślęczka”. Inna osobliwość – jeśli odpowiedź nie satysfakcjonuje pytającego (bo była niepełna, nie na temat, itp) to i tak pytający nie ma możliwości poproszenia o głos. Stąd brak jakiejkolwiek polemiki.
Bodajże na wszystkich częściach Walnego – wystarczyło ok.3 godzin, aby było po wszystkim. Nie jest to zły wynik – w końcu może dojdzie do tego, że nie trzeba będzie spędzać 5-8 godzin na Walnym, tylko – jak w normalnych spółdzielniach – wszystko będzie trwało max.2-3 godziny. Niestety w pewnym sensie o tak krótkim Walnym przesądziła niska frekwencja i przewaga pro-zarządowców, która zdecydowała, że Stowarzyszenie nie podejmowało specjalnych starań o wygranie poszczególnych głosowań. Aby przejąć kontrolę nad Walnym trzeba mieć większość, najlepiej w Prezydium przynajmniej 2 osoby (Prezydium decyduje praktycznie o wszystkim, przydziela, odbiera głos – proszę pamiętać, że Zarząd jest tylko zaproszony na Walne i jest jego organizatorem, ale kieruje nim Prezydium – mogli to Państwo zobaczyć w praktyce na zeszłorocznym Walnym na Zachodzie, gdzie Zarząd był przeciwny wielu sprawom na Walnym – m.in. ponownemu liczeniu głosów – ale nie miał wiele do powiedzenia bo Walnego nie prowadził), to samo w komisji skrutacyjnej (która liczy głosy). Jak się nie ma większości to przepada Prezydium, Komisja Skrutacyjna i w zasadzie jedyne co można na Walnym robić to siedzieć i obserwować, bo na jego przebieg oraz to, czy zostaniemy dopuszczeni do głosu – nie mamy już żadnego wpływu, a można postawić duże pieniądze na to, że wnioski formalne niezgodne ze “słuszną linią” zostaną zignorowane. Poza tym, większość jest potrzebna do obrony np. Prezydium oraz Komisji Skrutacyjnej, co też pokazał zeszłoroczny “Zachód”, gdzie czyniono wszelkie wysiłki, żeby odzyskać Walne dla Zarządu. Były próby odwołania zarówno Prezydium jak i Komisji Skrutacyjnej – dzięki większości oba te ataki (bardzo nieczysto prowadzone) udało się obronić. W tym roku nigdzie – na żadnej części – większości nie mieliśmy, więc i wynik głosowań oraz przebieg Walnego był łatwy do przewidzenia.
W powyższych akapitach nie sposób nie zauważyć “kropli goryczy”, ale prawda jest taka, że my – jako Stowarzyszenie – nie działamy dla własnego interesu, lecz w celu przywrócenia Spółdzielni jej prawowitym właścicielom, czyli spółdzielcom, a nie wąskiej i mało reprezentatywnej grupce osób powiązanych na różne sposoby z, niewywodzącym się spośród członków Spółdzielni, Zarządem (najczęściej przez fakt pracy w Spółdzielni).
Nie da się ukryć, że cały czas jako Stowarzyszenie spieramy się wewnątrz pomiędzy sobą o kierunek jego rozwoju oraz działań na rzecz Spółdzielców. To, że piszemy taki tekst wynika po części z pewnej zmiany, która w Stowarzyszeniu się obecnie dokonuje. Dotychczas w wielu kwestiach byliśmy za mało otwarci – nie upublicznialiśmy co planujemy, dlatego doszło do tego , że osoby spoza Stowarzyszenia najczęściej o pewnych posunięciach dowiadywały się po fakcie. Miało to na celu przede wszystkim nieinformowanie “Ślęczka” o naszych posunięciach i do jakiegoś czasu ta strategia się sprawdzała.
Przyniosła ona jednak również pewne negatywy – wśród mieszkańców naszej Spółdzielni zrodziło się zapewne przekonanie, że jesteśmy na tyle autonomiczni, że damy sobie radę sami. Prawda jest taka, że sami nie damy rady działać w imieniu wszystkich mieszkańców, niezadowolonych z tego, co dzieje się w Spółdzielni! Sygnalizowaliśmy to już w gazetce wydanej przed Walnym – przede wszystkim jesteśmy ludźmi, którzy działają w Stowarzyszeniu na zasadzie całkowitego wolontariatu kosztem swojej rodziny, czy po prostu czasu wolnego (nie będziemy tu rozpisywać się o finansach bo stanowią one sprawę marginalną, składki roczne są groszowe, a drobne darowizny dobrowolne). Składamy się zapewne z grupy bardzo zdeterminowanych osób, ale jednak ta grupa to raptem kilkadziesiąt osób, z czego bardzo aktywnych jest nie więcej niż 20 osób, a tzw. “tematów do ogarnięcia” całe mnóstwo.
Zachęcamy do zgłaszania się do Stowarzyszenia wszystkich, którzy chcieliby coś zmienić w Spółdzielni. Zapewniamy, że jesteśmy bardzo demokratyczną społecznością. Większość spraw omawiamy, a wszystkie istotne decyzje przechodzą podczas głosowania. Mamy swój Zarząd, ale są to ludzie mający taki sam głos w dyskusji jak każdy inny. Nie mamy patentu na nieomylność. Wierzymy w to, że każda nowa osoba może wnieść do Stowarzyszenia pozytywną cząstkę i pomagać w tym, co jest naszym głównym celem: przywrócić Spółdzielnię prawowitym właścicielom czyli Spółdzielcom.
Mamy Państwa poparcie w tym co robimy – zdajemy sobie z tego sprawę i widzimy to niemalże na każdym kroku – w mailach, telefonach, spotkaniach z mieszkańcami. Gdy jednak przychodzi do wsparcia najważniejszego – obecności na Walnym, to widzimy bardzo poważny problem: Państwa tam nie ma! Wiemy, że nie jest tak, że zwolenników Zarządu jest 300 osób (szacunkowa ilość pracowników) a reszta z blisko 12 tysięcy członków to przeciwnicy. Na pewno jest spora grupa osób, którym wszystko jest obojętne i nie interesuje ich co dzieje się z ich pieniędzmi, na ile rzetelnie zarządca nieruchomości wywiązuje się ze swoich zadań. Wiemy jednak ile osób skarży nam się na Zarząd Spółdzielni, staramy się im pomagać w najrozmaitszych sprawach, w sporach ze Spółdzielnią. To już są osoby w jakiś sposób aktywne, bo widać, że starają się rozwiązywać problemy swojej nieruchomości – z naszą pomocą, albo osobiście. Jest Was co najmniej kilkaset a na Walne przyszło w tym roku może 100-130 osób, aby to niezadowolenie wyartykułować. Jak to wyjaśnić?
Walne to tak naprawdę jedyne proste narzędzie do zmiany Zarządu, wymiany Rady Nadzorczej. Jak można z niego nie skorzystać? Wielu z Was namawia nas na pozwy sądowe względem Spółdzielni. Pomijając już fakt, że wszelkie koszta sądowe uderzają przede wszystkim nas po kieszeni, bo przecież Zarząd Spółdzielni nie płaci przegranych spraw z własnej kieszeni (dlatego Stowarzyszenie bardzo oszczędnie stara się korzystać z tej drogi), to procesy sądowe wymagają wielokrotnego stawania przed Sądem, tracenia mnóstwa czasu, czasem pieniędzy, a na pewno nerwów. Walne jest raz do roku i wymaga od nas raptem kilku godzin (a jak będziemy mieć większość to Walne staną się znacznie krótsze) i większość niezadowolonych z tego nie chce skorzystać?
Drodzy Państwo – Stowarzyszenie składa się z ludzi, którzy chcą coś zmienić w Spółdzielni – głównie przywrócić zwykłym Spółdzielcom realny wpływ na decyzje podejmowane przez Spółdzielnię i sposób zarządzania naszym wspólnym mieniem. Stowarzyszenie dysponuje odpowiednią pomocą prawną, a przez lata utarczek ze Spółdzielnią ma też coraz lepszą wiedzę dzięki czemu coraz celniej “trafia w Zarząd” zmuszając do pewnych niewielkich zmian w funkcjonowaniu Spółdzielni. Stowarzyszenie jest też organizacyjnie gotowe pomagać w przeprowadzaniu Walnego – nasi członkowie – jeśli jest taka potrzeba – kandydują do Prezydium, do Komisji Skrutacyjnej, itp., weryfikują liczenie głosów, aby nie występowały nieprawidłowości, zgłaszają różnego rodzaju wnioski formalne, projekty uchwał, poprawki do projektów uchwał zgłaszanych przez Zarząd. To wszystko kosztuje mnóstwo czasu i wymaga zaangażowania, ale jak zapewne widać – jeszcze dajemy radę. Byłoby znacznie lepiej i łatwiej, gdyby pełnych zaangażowania osób w Stowarzyszeniu było więcej, ale nawet w takim składzie jesteśmy w stanie skutecznie działać. Jednej rzeczy nie potrafimy jednak “przeskoczyć” – odpowiednio wysokiej frekwencji na Walnym i choćbyśmy opracowali najlepsze projekty uchwał, przedstawili najlepszych na świecie kandydatów do Rady Nadzorczej – to wszystko będzie na nic, jeśli my mieszkańcy – nie będziemy mieć większości nad grupą “pro-zarządową”. Jeśli nie wygramy na Walnym, to Spółdzielni nie zmienimy! Będziemy musieli czekać, aż zrobi to za nas Sejm zmieniając prawo spółdzielcze i ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych, ale może to być niestety bardzo odległa perspektywa.
Temat wręcz oklepany, ale wracać do niego musimy, bo wciąż ludzi na Walnym jest za mało. Nie chodzi nam przecież o to, aby na wszystkich sześciu częściach zgromadzić pełne 12 tysięcy członków, choć pewne zapisy w Statucie przegłosowane naturalnie przez “pro-zarządowców” wymagają przy niektórych kwestiach – jak np. odwołanie Zarządu – obecności 3/4 uprawnionych czyli w naszym przypadku – aż 9 tysięcy członków. Chodzi o to, aby zebrać np. 500 osób (mniej niż 100 osób z każdego ADS). Zapewne matematycznie wystarczyłoby nam mieć 300 głosów, ale z doświadczeń zeszłorocznych (część: Zachód) widać, że trzeba mieć optyczną większość, aby udało się przejąć kontrolę nad Walnym. Stąd liczba 500 osób, czyli niespełna 5% uprawionych do udziału w Walnym.
Na koniec spróbujemy do Państwa przemówić innym argumentem. Wybiegamy w przyszłość – szczęśliwym trafem odzyskujemy wpływ na to, co dzieje się w Spółdzielni poprzez zmianę Rady Nadzorczej na taką, która rzeczywiście słucha mieszkańców, a nie Zarządu. W efekcie zmieniamy Zarząd, albo ten który jest zmuszamy do tego, aby słuchał tego czego chcą mieszkańcy. Pięknie brzmi, ale prosimy o zastanowienie się jak Państwo mają zamiar sprawować nadzór nad nową Radą, a pośrednio nad Zarządem? Nie można wykluczyć scenariusza, że i nowi w jakimś czasie zechcą się “dogadać” z Zarządem i wróci stare. To od Państwa obecności na Walnym zależy, czy Wasz głos będzie “słyszany na Ślęczka” czy ignorowany. Niezależnie od tego czy będzie to ten Zarząd czy kolejny. My jako Stowarzyszenie jesteśmy przekonani o tym, że tylko mieszkańcy interesujący się tym, co się dzieje w Spółdzielni, będą współdecydowali o tym, jak będzie ona funkcjonowała. To pod wpływem konsekwentnego zaangażowania mieszkańców, powinno im (Zarząd, Rada Nadzorcza) zależeć na tym, aby Spółdzielnia dla swoich członków (ale i dla zwykłych mieszkańców naszych osiedli) stała się: raz – przyjazna, a dwa – transparentna. Jesteśmy zainteresowani takim pobudzeniem wrażliwości mieszkańców, abyśmy nie musieli się obawiać, że “przyjdzie kolejna władza i znowu będzie po staremu”. Słyszymy to czasami w nieformalnych rozmowach z mieszkańcami – ludzie się boją, że jak Stowarzyszenie „dojdzie do władzy”, to będzie takie samo jak obecny Zarząd.
Błąd podwójny takiego myślenia.
Po pierwsze – nie mamy apetytu na władzę i nie zamierzamy się ubiegać o żadne funkcje włącznie z Zarządem na Ślęczka. Chcemy nadzorować działania Zarządu, dlatego część z naszych członków zostało wystawionych w wyborach do Rady Nadzorczej Spółdzielni. Jednak jedynie połowa – druga połowa kandydatów, mających nasze poparcie, to ludzie spoza Stowarzyszenia.
Po drugie – chcemy cały czas stworzyć jedynie ramy organizacyjne dla działania mieszkańców. Chcemy wręcz zabezpieczyć się na wypadek, gdyby ludziom – którym zaufaliśmy – przyszło do głowy “dogadywać się” z jakimkolwiek Zarządem. Już rok temu utworzyliśmy “Politykę czystych rąk” która zakłada, że żaden z członków Rady Nadzorczej nie może wejść w jakikolwiek układ powiązań z Zarządem (więcej można przeczytać tutaj).
Jeszcze raz zachęcamy do uczestnictwa w życiu Spółdzielni, poprzez coroczne, aktywne uczestnictwo w Walnym. Jeszcze raz powtarzamy, że nasz głos jest tak dobrze “słyszany na Ślęczka” jak wiele osób pojawia się na Walnym.
Rok temu wykonaliśmy tytaniczną pracę przy organizacji Walnego. Zarząd zdawał sobie sprawę, że to nie przelewki i w okolicach maja/czerwca doszło do kilku wręcz cudów – część mieszkańców przychodziła do nas, dzwoniła, mailowała z informacjami, że rzeczy dotychczas “nie do załatwienia” w Spółdzielni udawało się w tym okresie załatwić dosłownie “od ręki”.
Podobno „wiara góry przenosi”, a my wierzymy, że przyjdą Państwo na Walne, że wspólnie uda się nam osiągnąć cel – przywrócić Spółdzielnie w ręce Spółdzielców…. Brzmi nieco bajkowo, prawda? Pomóżcie nam spełnić te nasze wspólne marzenia, abyśmy za jakiś czas mogli równie bajkowo dopisać “i żyli w swoich mieszkaniach długo, szczęśliwie, komfortowo i za przyzwoite pieniądze, a zarządca traktował ich jak właścicieli, a nie najemców, jak osoby dorosłe, a nie jak przedszkolaków”.