Jak to właściwie jest z tymi wspólnotami mieszkaniowymi? Czy to lepsze czy gorsze od Spółdzielni formy zarządzania nieruchomością? Zaznaczamy od razu, że nie znamy odpowiedzi na to pytanie, ale podejrzewamy, że są miejsca, w których wspólnoty będą działać dobrze, są być może i takie, gdzie odrywanie się od Spółdzielni – może tylko pogorszyć funkcjonowanie nieruchomości.
Pamiętają być może Państwo gdy pierwsze nieruchomości próbowały się oderwać ze Spółdzielni? Było to w okolicach 2010 roku. Wtedy to właśnie na klatkach schodowych zaczęły się pojawiać – początkowo anonimowe (bo niepodpisane) – ulotki, z których bił widoczny z daleka napis: „Chcesz za 5 lat mieszkać w slumsach – załóż wspólnotę”. Pod poniższym linkiem znajdą Państwo artykuł Gazety Wyborczej z tamtego okresu.
Czy rzeczywiście wspólnota to takie „piekło”, a Spółdzielnia to „raj”, jak nieraz stara się nas przekonywać nasz Zarządca? Jeśli „piekło”, to dlaczego do Spółdzielni masowo nie zgłaszają się mieszkańcy wspólnot z prośbą o zarządzanie ich nieruchomościami? Przecież Spółdzielnia przechwala się, że posiada odpowiedni sztab ludzi, którzy mogą z powodzeniem zarządzać dowolną nieruchomością. Skoro tak – dlaczego nie zarządza wspólnotami? Dlaczego mieszkańcy zasobów Spółdzielni tak często chcą się od niej oderwać? Czy rzeczywiście dają się omamić innym zarządcom nieruchomości – jak chciałby to widzieć Zarząd Spółdzielni, czy też po prostu uważają, że wspólnoty zapewniają im większy komfort i wpływ na współdecydowanie o swojej nieruchomości? Czy rzeczywiście powstanie wspólnoty naraża nieruchomość na szybką degradację do poziomu slumsów? Obserwacje naszych czytelników zdają się przeczyć tej nie-wiadomo-skąd-wziętej-teorii.
W przeciągu ostatnich kilku lat mieliśmy okazję poznać wielu mieszkańców wspólnot. Najbardziej interesujące – z naszego punktu widzenia – są opinie i obserwacje osób, które kiedyś mieszkały w zasobach ZSM, a obecnie mieszkają we wspólnotach. W zasadzie większość tych osób stwierdza – niestety – że we wspólnocie jest lepiej. Zyskują na tym finansowo, mają większą kontrolę nad kosztami, poprawiają się im relacje z sąsiadami, bo mogą sami o wszystkim decydować i nie ma ich kto skłócić ze sobą. Oczywiście zdarzają im się też konflikty, bo gdzie kilku ludzi tam tyle samo opinii na temat tego, który remont najpilniejszy, jaki wykonawca najlepszy, co powinno być kryterium wyboru wykonawcy, jaki kolor ścian, kafelek, model okien, ilość i lokalizacja miejsc parkingowych, itp. We wspólnocie właściciele mieszkań mogą sami o wszystkim decydować wg reguł demokratycznych, a zarządca nieruchomości jest doradcą i wykonawcą decyzji przez nich podjętych. Do każdego pomysłu wystarczy przekonać co najwyżej kilkoro sąsiadów. O tym co będzie się działo w nieruchomości decyduje bowiem demokratyczna większość właścicieli mieszkań. To głównie odróżnia wspólnotę mieszkaniową od Spółdzielni, której Zarząd o wszystkim sam decyduje, nie pytając właścicieli mieszkań o zgodę, a mieszkańcy nie mają nawet możliwości go z tego rozliczyć na Walnym dysponując nawet 100% frekwencją w swojej nieruchomości. Bardzo często słyszymy, że członkowie wspólnot rzeczywiście czują się gospodarzami swojej nieruchomości, bo wiedzą że ich głos zawsze zostanie wysłuchany przez zarządcę – widzą chęć współpracy, a nie ignorancję.
Celowo wytłuściliśmy słowo „niestety” bowiem Stowarzyszenie od samego początku swojej działalności stało na stanowisku, że należy Spółdzielnię ratować i przywrócić ją jej prawowitym właścicielom, czyli członkom Spółdzielni, a nie odrywać się od niej zakładając wspólnoty. Celowo wybraliśmy taką drogę, bo mocno wierzyliśmy i wciąż wierzymy w to, co Zarząd Spółdzielni powtarza, a co wciąż jest tylko pustym frazesem: „duży może więcej”.
Niezwykle interesującą rozmowę udało się nam przeprowadzić z mieszkańcem budynku przy ulicy Ciołkowskiego (klatki od numerów 24 do 36), jednego z tych, którego właściciele zdecydowali, że odrywają się od Spółdzielni. Okazało się, że mieli kilka prób utworzenia wspólnoty. Poprzednia miała miejsce kilkanaście miesięcy wcześniej, ale nie od razu się udało. Przy podejmowaniu uchwały decydują jedynie właściciele wyodrębnionych mieszkań, a więc właściciele z tzw. spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu, mogli jedynie przyglądać się jak Spółdzielnia – niejako w ich imieniu – bierze udział w głosowaniu. Część osób wstrzymało się od głosu dając się przekonać argumentom pracowników Spółdzielni, którzy naobiecywali masę inwestycji w ich nieruchomości (w przypadku pozostania w ramach Spółdzielni). Upływ czasu jednak nie stępił determinacji tych mieszkańców w chęci odejścia od naszego zarządcy – wręcz przeciwnie – ona wzrosła na wskutek obserwacji wspólnoty przy ulicy Ciołkowskiego 12-20, której udało się oderwać od Spółdzielni kilka lat wcześniej. Ta nieruchomość jest być może Państwu znana z racji tego, że mieści się tam siedziba ADS Północ. Pomimo „obaw” Spółdzielni, nieruchomość ta nie przekształciła się w slums, a mieszkańcom Wspólnoty nie grozi utrata płynności finansowej. Zamiast tego – zaczęły rozchodzić się informacje, że mieszkańcom tej nieruchomości spadły opłaty, ludziom żyje się (wg ich opinii) lepiej, wygodniej, nie muszą przy każdej drobnostce użerać się z zarządcą, o wszystkim mogą sami decydować, itp. Poza tym dało się zauważyć, że budynek Wspólnoty i jego otoczenie zaczyna lepiej wyglądać, np. jeśli chodzi o postępujące remonty, których będąc w ramach Spółdzielni – nie mogli się doczekać. W chwili obecnej w Sądzie toczy się rozprawa, w której Spółdzielnia stara się wykazać – stosując różne prawnicze chwyty – że powstanie wspólnoty było nieskuteczne, co naturalnie nie zmienia faktu, że – bez względu na wyrok Sądu – ci ludzie nie chcą być już zarządzani przez Spółdzielnię.
Jeszcze raz podkreślamy, że Stowarzyszenie w dalszym ciągu nie traktuje powstawania wspólnot mieszkaniowych jako najlepszego lekarstwa na poprawę funkcjonowania Spółdzielni, ale rozumiemy tych mieszkańców, którzy będąc całkowicie bezradni wobec faktu, że Spółdzielnia ignoruje ich głos – postanowili się wyrwać i założyć wspólnotę. Naszym zdaniem winę za obecny stan rzeczy ponosi Zarząd Spółdzielni, bowiem wiecznie wszystko wie lepiej, nie chce słuchać rad i uwag mieszkańców, nie liczy się z ich zdaniem, co niejednokrotnie wytykaliśmy. Według naszych informacji nie jest też prawdą, iż inni zarządcy mieszają w głowach mieszkańcom. Na ogół to sami mieszkańcy szukają sobie firm, które byłyby w stanie przejąć zarządzanie nieruchomością. Znamy, ale z oczywistych względów podawać nie będziemy – nazwy zarządców, którzy zarządzają wspólnotą przy ul. Ciołkowskiego powstałą w zeszłym roku oraz tą powstałą 31 marca br. przy ul. Nad Kanałem 24. To dwaj różni zarządcy w żaden sposób ze sobą nie powiązani.
Dowiedzieliśmy się też, że spotkania, na których te wspólnoty powoływano nie polegały na polemice pomiędzy „nowym” a „starym” zarządcą, a raczej na – w pewnym sensie – zastraszaniu mieszkańców tych nieruchomości, że Spółdzielnia odetnie im drogi, zabierze miejsca postojowe, nie będą mieli gdzie postawić śmietników, odetnie ich od nitki ZPECu, będą musieli zwracać „dług” na funduszu remontowym – słowem: żadnych merytorycznych argumentów za pozostaniem w Spółdzielni, żadnego powoływania się na wysoką jakość prowadzonych prac konserwacyjnych, remontów, żadnego wyjaśniania że Spółdzielnia jest lepszym zarządcą niż jakakolwiek wspólnota – tylko straszenie potencjalnym „piekłem”. Czyżby Spółdzielnia sama zauważyła, że nikt rozsądny nie wierzy już w jakąkolwiek jej autoreklamę?
Czy mieszkańcy Ciołkowskiego, Keplera, Nad Kanałem trafią z „nieba” do „piekła” czy wręcz przeciwnie? Tytułową sentencję należałoby potraktować z przymrużeniem oka. Tak bowiem, jak będąc w zasobach Spółdzielni jesteśmy jedynie w 'prywatnym raju’ Zarządu Spółdzielni, który nieskutecznie stara się nam wmówić, że to jest także nasz raj – tak samo wyodrębnienie się i wyjście poza zasoby Spółdzielni też nie musi oznaczać, że będzie idealnie. Dotychczasowe nasze obserwacje zdają się jednak potwierdzać, że – znowu powtórzymy: niestety – życie poza Spółdzielnią jest łatwiejsze i tańsze. Po raz kolejny więc maksyma „duży może więcej” ma zastosowanie chyba jedynie w odniesienie do Zarządu Spółdzielni, bo nam jako mieszkańcom lepiej nie jest niż mieszkańcom wspólnot, co polecamy szczególnie uwadze Zarządu Spółdzielni przestrzegając, aby ich rozpaczliwe działania zmierzające do utrzymania swoich stanowisk, nie doprowadziły do tego, że w zasobach Spółdzielni pozostaną jedynie najsłabsze, niezorganizowane oraz najbardziej zadłużone nieruchomości lub też, że za kilka lat nie będzie już Spółdzielni, która całkowicie rozpadnie się na kilkaset wspólnot mieszkaniowych.
Bardzo fajny artykuł. Lekkie pióro. Gratuluję.
Mnie osobiście zbulwersował inny temat pokrewny, temat rozliczenia wody – i przypadkiem odkryłem co mam na dokumencie potwierdzone, że w ZSM stosuje się odczyty liczników (rozliczenia okresowe) w określonych miesiącach, ale pomiędzy stosuje się wartości syntetyczne – nic nie mającego wspólnego ze stanem rzeczywistym. W ten sposób moja nadpłata w ciągu 2,5 miesiąca spadła o 50% (ponad 250 zł mniejszy zwrot). Dziwne że akurat przed rozliczeniem Czynsz+C.O i wody.
Bardzo fajny artykuł. Lekkie pióro. Gratuluję.
Mnie osobiście zbulwersował inny temat pokrewny, temat rozliczenia wody – i przypadkiem odkryłem co mam na dokumencie potwierdzone, że w ZSM stosuje się odczyty liczników (rozliczenia okresowe) w określonych miesiącach, ale pomiędzy stosuje się wartości syntetyczne – nic nie mającego wspólnego ze stanem rzeczywistym. W ten sposób moja nadpłata w ciągu 2,5 miesiąca spadła o 50% (ponad 250 zł mniejszy zwrot). Dziwne że akurat przed rozliczeniem Czynsz+C.O i wody.